NADCHODZĄCE WYDARZENIA
Wydawnictwo OIKOS
Strona główna Co tam, Panie, w polityce? (01/2019)
Artykuły - Co tam, Panie, w polityce? (01/2019)
Las Polski - Co tam, Panie, w polityce? (01/2019)
Kiedy na łamach nr. 9/2018 publikowaliśmy apel Henryka Pargieły do kolegów leśników, aby podejmowali wysiłki w samorządach, kampania wyborcza jeszcze raczkowała, a Polacy mieli na głowie inne zmartwienia niż rychłe zmiany na stanowiskach wójtów, burmistrzów i radnych. W końcu jednak do nich doszło i leśnicy, czy to podbudowani apelem, czy też z własnego zaangażowania, stanęli do walki o głosy wyborców.b
Pokaż/ukryj skróconą treść
Fot. www.fotolia.pl

Apelujący w imieniu Ruchu Obrony Lasów Polskich Henryk Pargieła podkreślił, że w całym kraju udział leśników w samorządach jest bardzo skromny (w poprzedniej kadencji tych z sukcesem wyborczym było 113 – przyp. red.). To w samorządach radni-leśnicy mogą przedstawić stanowisko nauk leśnych, przekazać wiedzę leśną. A właśnie działania lokalne potrafią przynosić najlepsze rezultaty.

Jak do sprawy mają podejść wywołani do tablicy leśnicy z zawodu czy też tylko z wykształcenia? Zastanawiali się nad tym nawet uczestnicy ostatniej edycji Zimowej Szkoły Leśnej w IBL, gdzie rozgorzała dyskusja o ogromnej wadze leśników w lokalnych strukturach samorządowych (więcej o tym wydarzeniu w nr. 6/2018). – Mamy mylne przekonanie, że możliwe jest działanie w oderwaniu od polityki – podkreślał wtedy Tadeusz Zachara z IBL, gdy rozmowa skierowała się na grunt władzy lokalnej.

Samorządy wydają się miejscem pozwalającym na budowanie współpracy i zaufania poprzez bezpośredni kontakt z problemami społeczności. Wielu leśników pokazało, że nie boi się wyzwań i stanęło do wyborów, dając kolegom przykład lokalnego patriotyzmu. Jakie są ich doświadczenia, przemyślenia i motywacja?


Trudy kampanii

Wielu powiedziałoby, że przy nieprzychylnych mediach leśnicy nie mają szans na dostanie się do samorządów. O ile jednak wielu zwiastuje klęskę wizerunku leśnictwa na arenie ogólnopolskiej, o tyle doniesienia z terenu pokazują, że nie jest tak źle.

Naszym atutem jest bliskość leśniczych wobec lokalnej społeczności. Pracując między ludźmi, poznajemy ich problemy, znamy ich oczekiwania wobec władzy – podkreśla Hubert Żądło, dotychczas sekretarz Nadleśnictwa Ostrowiec (RDLP w Radomiu), a od 22 listopada wójt gminy Bałtów. Historię jego walki o fotel poznała cała Polska – nie dość, że w gminie padła rekordowa frekwencja, to w pierwszej turze wraz z kontrkandydatem otrzymali dokładnie tę samą liczbę głosów. Co do jednego! Druga tura, ciesząca się jeszcze większym zainteresowaniem, wyłoniła leśnika na zwycięzcę.

Jako leśnik musiałem być dobrze postrzegany, skoro zaufało mi tyle osób. Nasza gmina jest mała i z pewnością każdy wiedział o mojej profesji – to wyznanie nowo zaprzysiężonego wójta podkreśla, że media mediami, lecz na końcu pozostaje jednak człowiek i to tylko od jego dotychczasowego poczynania i wizerunku zależy, czy uzyska mandat. Atutem leśników jest bowiem ich bezpośredni kontakt z potencjalnymi wyborcami. – Gdy byłem leśniczym nie tylko sprzedawałem ludziom drewno, ale też często rozmawialiśmy o sprawach związanych z życiem w tak małej społeczności. Tego rodzaju kontakt sprawia, że w oczach ludzi jesteśmy partnerami. Zawód leśnika jest bardzo blisko ludzi, widać to szczególnie w przypadku społeczności lokalnych – przypomina Krzysztof Zamojski, inżynier nadzoru w Nadleśnictwie Hajnówka, który już czwartą kadencję z rzędu będzie radnym w gminie Białowieża.

Czasem jednak, by się przebić, niezbędna jest inicjatywa większej grupy reprezentującej wspólne interesy, o czym opowiada Stefan Traczyk, nadleśniczy Nadleśnictwa Jabłonna (RDLP w Warszawie), wybrany na radnego sejmiku województwa: – By poprzeć działania na rzecz kandydatury leśników do sejmiku, założyliśmy adres mailowy „leśnik do sejmiku”. Z niego do instytucji leśnych i okołoleśnych wysyłaliśmy apele, by skonsolidować działania i wypromować swojego przedstawiciela. To podziałało, startowałem z siódmego miejsca na liście, czyli w środku, a zebrałem prawie 10 tys. głosów.

W tym miejscu należy podkreślić, że w podwarszawskim okręgu wyborczym jest blisko 840 tys. wyborców, gdzie przy frekwencji 56,5% wynik nadleśniczego rzeczywiście budzi wrażenie. – Ktoś mnie musiał zauważyć, zapamiętać i odnaleźć na liście, w tym nie było miejsca na przypadek. Stefan Traczyk przyznaje, że o jego sukcesie przeważyły głosy z najbliższego otoczenia, czyli z gminy Celestynów i pow. legionowskiego, gdzie mieści się prowadzona przez niego jednostka. – Jednak to zadziałało – aktywność i uczestnictwo w życiu społecznym – kwituje.


Co powie szef?

Znacznie bardziej realistycznym zmartwieniem przyszłego kandydata może być jednak reakcja przełożonego. Owszem, z perspektywy nadleśniczego czytanie o swoim podwładnym w gazetach może być trudne, lecz patrząc szerzej, z perspektywy leśnictwa w Polsce, ale też całego sektora środowiskowego, posiadanie „swoich” w samorządach może się okazać w przyszłości kluczowe. Wiedzą o tym nie tylko sami kandydaci na najniższych szczeblach leśnej kariery, ale też piastujący funkcje dyrektorskie: – Leśnicy powinni uczestniczyć w życiu samorządowym i namawiam kolegów do kandydowania – przekonuje Bartłomiej Obajtek, dyrektor RDLP w Gdańsku, kandydat do sejmiku woj. pomorskiego. Niemniej nie sposób ukryć, że pełnienie funkcji samorządowca może niekiedy prowadzić do konfliktów z innymi leśnikami. – Dla samorządowca-leśnika najtrudniejsze jest rozgraniczenie obowiązków i uniknięcie łatki lobbysty. Niestety, czasem trzeba się wręcz postawić LP, to wymaga cywilnej odwagi. Przełożeni też muszą zrozumieć, że nie wszystkie decyzje samorządów będą w 100% przychylne dla LP, chociaż dobro LP ma dla mnie olbrzymie znaczenie – przypomina Jan Podraza, leśniczy z Nadleśnictwa Lutowiska, przewodniczący rady gminy Czarna poprzedniej i obecnej kadencji.

Oczywiście wśród leśników panuje też schemat zachowania mówiący, by się nie wychylać. Ale trzeba pamiętać, że jeżeli ktoś chce kogoś oczernić, to zrobi to bez względu na wszystko, wyciągnie z lasu. Jeśli zaś ktoś uczestniczy w życiu społecznym, to owszem, naraża się na ciosy, ale za to ma głos – zauważa słusznie Stefan Traczyk.

Jakby smutnym potwierdzeniem jego przekonań jest historia Huberta Żądło, który o fotel wójta ubiegał się już w poprzednich wyborach. W jego przypadku nie są to dobre wspomnienia: – Moi antagoniści robili, co tylko mogli, by podważyć moją wiarygodność, rozpuszczali plotki, że jako podleśniczy kupuję przychylność wyborców w zamian za drewno. Jest to o tyle przykre, że donosy na leśnika trafiły nawet do dyrekcji regionalnej i generalnej. – Na szczęście wnikliwa kontrola udowodniła, że nie mam się czego wstydzić. Zostałem jednak pokrzywdzony oszczerstwem, a jedyną satysfakcją jest, że odpowiedzialne za nie osoby zostały sądownie ukarane za pomówienia przeciw mojej osobie – wspomina Hubert Żądło.


Fot. Jakub Słowik
Leśnicy z powodzeniem kandydowali do najwyższych szczebli samorządowych. Do Sejmiku Województwa Mazowieckiego ze środka listy dostał się Stefan Traczyk, nadleśniczy Nadleśnictwa Jabłonna

Dodatkowe obowiązki

Tym, na czego nadmiar nie mogą narzekać leśnicy, zwłaszcza pracujący w terenie, jest przesyt wolnego czasu. Mimo to niektórym udaje się pogodzić dodatkowe obowiązki w radach samorządów z pracą. Na wstępie należy pominąć oczywiście stanowiska wójta, burmistrza czy prezydenta miasta – leśnicy, którym się poszczęściło w wyborach na te stanowiska, najczęściej udawali się na bezpłatny urlop. Historia zna przypadki, że taki mógł trwać nawet kilka kadencji.

W działaniach samorządu są okresy o różnej intensywności pracy. Pierwszym przesileniem jest przełom roku, gdy ruszają prace nad budżetem.

Nawarstwienie prac absorbuje dużą ilość czasu, gdyż problemy są omawiane w formie dyskusji między grupami interesów i nie każdemu można dogodzić – przybliża działalność rady gminy Krzysztof Zamojski. Drugi gorący okres przypada na maj–czerwiec: – Zapadają wtedy decyzje związane z bilansem półrocza, absolutorium dla wójta, w pozostałych miesiącach kolizja obowiązków radnego i służbowych nie jest istotna.

Inaczej prezentują się wrażenia Jana Podrazy: – Wszystkie dodatkowe funkcje to problemy czasowe. Wykonywanie obowiązków radnego nie jest skomplikowane, o ile ma się już dorosłe dzieci i nie trzeba poświęcać większości czasu po pracy rodzinie. Przynajmniej ja zawsze stawiałem sobie taki warunek – wyznaje. Z pomocą może przyjść zadaniowy format czasu pracy leśniczych, acz nie wszystkie obowiązki można swobodnie zaaranżować i najlepiej ustalić przejrzyste zasady z przełożonym. W przypadku Podrazy wyjazdy związane z działalnością przewodniczącego rady, a niemające nic wspólnego z tematyką leśną, wymagały skorzystania z urlopu wypoczynkowego. Uciążliwości na tym jednak nie koniec: – W trakcie mojej pierwszej kadencji rola przewodniczącego rady gminy często wiązała się z zarwanymi sobotami i niedzielami poświęconymi na spotkania lub uroczystości. Łączenie funkcji leśniczego i samorządowca to sztuka wyboru, niestety z części spotkań musiałem rezygnować – zwierza się leśniczy Podraza.

Podobnie wyglądają przeżycia Edwarda Marszałka, rzecznika prasowego RDLP w Krośnie, który po trzech kadencjach w radzie gminy nie dostał się do rady powiatu. – Nie jest łatwo, lecz jeśli chce się istnieć i działać dla społeczeństwa, trzeba się poświęcić i uczestniczyć w życiu samorządów. To daje możliwość prezentacji i reprezentacji stanowiska leśnictwa, ale też edukowania radnych odnośnie działalności Lasów i ogólnie o przyrodzie. Świadomość radnych na temat lasu jest często uboga, wiele razy zdarzało mi się prostować fakty i zwyczajne przekłamania.


Nic o nas bez nas

To właśnie niewiedza społeczeństwa, w tym radnych i urzędników, o prawidłach nie tylko leśnictwa, ale całej przyrody, najczęściej gościła na ustach zaangażowanych w życie samorządowe leśników jako argument za ich działalnością. – Ludzi należy uświadamiać, czym jest prawdziwa ekologia, że to współistnienie człowieka i przyrody. Większość myśli emocjonalnie, a rolą leśników jest studzenie tych emocji i zastępowanie ich faktami – zauważa Roman Bzdyk, fitopatolog po studiach leśnych, a obecnie wójt w Komańczy. Oczywiście złośliwi mogliby zarzucić leśnikom, że ci starają się przeciągnąć innych radnych na swoją stronę, lecz tak naprawdę istotą jest przedstawienie pewnych problemów we właściwym świetle. Czasami jest tak, że wiedza przyrodnicza ludzi jest mocno uproszczona i może to rzutować na decyzje wynikające ze stanu takich informacji – wspomina Krzysztof Zamojski.

Nie sposób też odmówić prawdy stwierdzeniu Bartłomieja Obajtka, że w Polsce nie ma miejsca pozbawionego leśników. Symbioza dwóch organów – samorządu i LP jest niezbędna zwłaszcza dlatego, że leśnicy rozumieją problemy lokalnych społeczności. LP to nie oderwana od polskiej rzeczywistości wyspa, czy chcemy, czy nie, musimy współpracować z samorządami, dlatego osoby rozumiejące potrzeby obu bytów są bardzo cenne. Dzięki temu, że leśnicy uczestniczą w życiu społecznym, dochodzi do wymiany poglądów, a LP stają się coraz bardziej otwarte na ludzi, mniej im obce. Leśnik to darmowy ambasador LP w samorządzie, zwłaszcza że społeczeństwo często nie wie, jak wygląda gospodarka leśna czy łowiecka. Zwłaszcza ta druga kwestia może się okazać paląca, gdyż to właśnie w sejmikach województw zapadają decyzje o obwodach łowieckich.

Jeżeli jednak sami nie będziemy kreować otaczającej nas rzeczywistości, nie będziemy obecni w internecie, zaniedbamy kształtowanie postaw społecznych, to inni nas w tym wyręczą, z różnym skutkiem dla nas samych. By nie narzekać, że ważkie dla leśników decyzje są podejmowane za naszymi plecami, musimy zasiadać przy stole z decydentami, będąc im równymi.


Dla samorządu to korzyść

Leśnik w radzie gminy czy powiatu to jednak nie tylko reprezentant leśnictwa, ale przede wszystkim doświadczony fachowiec, który chętnie wesprze radnych swoją wiedzą. Konflikty zdarzają się przecież nawet w tych samorządach, które są z LP w dobrej komitywie. Wystarczy by z jakiegoś powodu pojawił się zakaz wstępu do lasu albo zaistniał problem z zaspokojeniem popytu na drewno opałowe, jak miało to miejsce w Białowieży. Nawet żyjąc całe życie obok lasu, obywatele niekoniecznie muszą rozumieć zawiłości gospodarki leśnej i prawa regulującego kwestie ochrony przyrody czy środowiska w Polsce. Wtedy to właśnie od leśników ludzie mogą się dowiedzieć faktów, a nietrudno zgadnąć, że w razie problemu najpierw po głowie dostają nie tylko nadleśnictwa, ale też gminy i to do nich zwracają się zaniepokojeni wyborcy. Zwłaszcza gdy chcą się poskarżyć na ciężarówki z drewnem. Wtedy leśnik działający w samorządzie okazuje się osobą właściwą, by mediować.

Inne nieprzyjemne z punktu widzenia mieszkańców sprawy, w jakich może pomóc leśnik-radny, to ograniczenia wynikające z potrzeb ochrony przyrody. – Jako samorząd puszczański mamy problem z zagospodarowaniem przestrzennym z uwagi na to, że nasza gmina w 100% leży w obszarze Natura 2000, a Białowieski Park Narodowy uważa nas za bezpośrednie sąsiedztwo – podaje przykład Krzysztof Zamojski. – Stąd wynika szereg ograniczeń związanych z zabezpieczeniem wartości przyrodniczych parku narodowego. Jako rada gminy jesteśmy między młotem a kowadłem, gdyż oczekiwania mieszkańców wiążą się z utrzymaniem obszarów pod zabudowę wynikających z poprzedniego studium zagospodarowania przestrzennego. Na skutek uwag parku i RDOŚ obszary pod zabudowę kurczą się i część mieszkańców straci możliwość zagospodarowania swoich działek. To popycha nas w stronę rozmów z Ministerstwem Środowiska i GDOŚ, by uzyskać ustępstwa na rzecz mieszkańców. Jak widać leśnik w samorządzie wie, do kogo się udać i do których drzwi zapukać w tak skomplikowanych sytuacjach.

Kolejnym atutem leśników jest umiejętność gospodarowania mieniem Skarbu Państwa. W praktyce bowiem zarówno nadleśnictwo, jak i gmina czy starostwo funkcjonują w oparciu o podobne ramy prawne – przetargi publiczne, kodeks postępowania administracyjnego, obsługa petentów. Ponadto leśnicy często uczestniczą w programach unijnych, są ich beneficjentami. Doświadczenie w tej kwestii może się okazać w samorządach niezastąpione. Jan Podraza wskazuje na jeszcze jedną, mniej formalną kwestię: –Przydaje się nasze doświadczenie w zarządzaniu i pracy z dokumentacją, a ponadto szeroka pula wyrobionych przez lata kontaktów. W małych miejscowościach to wartość dodana.


W mundurze czy bez?

Palącą kwestią okazuje się kandydowanie w mundurze leśnika. Zdania w tej kwestii okazały się mocno podzielone. – Uważam, że nie ma żadnych przeciwskazań do tego, by kandydować w mundurze. Trzeba też zauważyć, że każdy kandydat do samorządu jest związany z jakąś grupą zawodową, dlaczego więc leśnicy mieliby pomijać ten fakt? – pyta retorycznie Krzysztof Zamojski, podkreślając, że samorządy są reprezentacją różnych środowisk. Trzeba brać pod uwagę, że to mieszkańcy wybierają swoich reprezentantów, ale to my musimy podkreślić, z jakiego środowiska się wywodzimy, by nie zginąć w wyborczym szumie informacyjnym.

Dużo bardziej stonowany w tej kwestii jest Hubert Żądło, który w poprzednich wyborach o fotel wójta kandydował w mundurze, lecz tym razem na czas kampanii zdjął uniform z uwagi na nieprzychylne leśnikom media. – Nie chciałem dawać im pożywki – tłumaczy.

W podobnym tonie wypowiada się Roman Bzdyk, który co prawda zawodowo nie jest związany z LP, lecz identyfikuje się z bracią leśną. – Uważam, że nie ma się czego wstydzić w kwestii munduru, ale obecna perspektywa medialna stawia leśników w złym świetle. Ponadto kandydujemy jako obywatele a nie konkretna grupa zawodowa, dlatego uważam, że leśnicy powinni jednak prowadzić kampanię bez munduru na sobie. Samorządowiec musi mieć szerokie horyzonty i być niezależny – przypomina wójt. Zapytany o tę kwestię Bartłomiej Obajtek zauważa, że inne grupy społeczne, jak lekarze czy strażacy, nie stronią od identyfikacji zawodowej podczas kampanii. Przyznaje jednak, że w swoim przypadku wolał z munduru zrezygnować: – Nie pokazywałem się w mundurze podczas kampanii, by nie można mi było zarzucić wykorzystywania pozycji dyrektora. Odbiłoby się to negatywnie na całej grupie zawodowej. W przyszłości – dlaczego nie? Nie widzę innych, ogólnych przeciwwskazań.

Dużo bardziej praktyczne podejście do tematu wykazuje Jan Podraza, który na czas pełnienia większości obowiązków przewodniczącego rady gminy mundur zamienia na garnitur (chociaż są wyjątki, kiedy reprezentuje równocześnie LP i RG). – Wolę pozostać neutralny – przyznaje i kontynuuje: – Nie ukrywam faktu bycia leśnikiem, lecz też się z tym nie obnoszę podczas sesji. Dodatkowo garnitur daje swobodę wypowiedzi w roli radnego przy rozmowie z np. innymi leśnikami, zwłaszcza wyższego szczebla. Czasem musimy odciąć się od tego, kim jesteśmy, skąd pochodzimy, dla dobra sprawy. To trudne i wymaga największego poświęcenia.

Jeszcze dalej w swoich rozważaniach idzie Edward Marszałek, wyrażając pogląd, że jako radny, reprezentant ogółu lokalnej społeczności, nie mogę prezentować się tylko w mundurze, gdyż wskazuje to, że w danym momencie reprezentuję leśników, a nie wszystkich mieszkańców gminy czy powiatu. Nie kandydowałem w mundurze i uważam, że to nie w porządku, gdyż to my powinniśmy naszymi czynami budować wizerunek leśnika, a nie wykorzystywać mundur do budowania własnego wizerunku – podkreśla swoje stanowisko, kwitując, że są sytuacje, gdy mundur jest wskazany, lecz musi być używany stosownie do okoliczności, np. na spotkaniach związanych z problematyką leśną.


Chęć działania

Z rozmów z leśnymi samorządowcami można odnieść słuszne wrażenie, że nie jest to misja odpowiednia dla każdego. Często jedyną rekompensatą za działalność samorządową jest własna satysfakcja, gdyż diety radnych są różne zależnie do samorządu.

Działalność samorządowa w naszej gminie nie zawsze znajduje uzasadnienie ekonomiczne. Dlatego ważne są determinacja i chęć działania – zgadza się Jan Podraza, wspominając sytuację w swojej gminie, gdzie nie walczono o stołki i kandydatów było tylu, ile miejsc. Mimo to leśniczy znajduje też pozytywy: – Praca w lesie po latach ogranicza postrzeganie świata do zawodu, a działalność samorządowa pozwala – poszerzyć horyzonty, rozwijać się, wyważyć opinię.

Warto więc, by wszyscy leśnicy, niezależnie od stanowiska, miejsca zatrudnienia czy związania z LP (a zwłaszcza w tej kwestii) pamiętali, że o ile czasem dla LP samorządowcy mogą być niewygodni, o tyle leśnicy są w polityce często bezcenni. Ich brak w rzeczywistości społecznej i politycznej to brak możliwości podejmowania decyzji w ważnych dla nas sprawach.

Jakub Słowik

W momencie oddawania artykułu do druku ZLP w RP zbierał pełne dane o liczbie leśników, którzy uzyskali mandat na bieżącą kadencję samorządową.
Dane zostaną wkrótce opublikowane na stronie internetowej Związku.
data modyfikacji: 2019-02-08 11:54:45
Las Polski - aktualny numer
Polecamy