NADCHODZĄCE WYDARZENIA
Wydawnictwo OIKOS
Strona główna Kolizje ze zwierzętami – co warto wiedzieć? (21/2018)
Artykuły - Kolizje ze zwierzętami – co warto wiedzieć? (21/2018)
Las Polski - Kolizje ze zwierzętami – co warto wiedzieć? (21/2018)

Zdarzenia drogowe z udziałem dzikich zwierząt to w dobie rozbudowy infrastruktury i rosnącego natężenia ruchu niemal codzienność. Zwłaszcza jesienią nie ma dnia bez informacji o zniszczonych po zderzeniu z łosiem czy jeleniem autach. Jaki jest tryb postępowania w przypadku kolizji ze zwierzęciem i kiedy możemy się starać o odszkodowanie z tego tytułu?

Pokaż/ukryj skróconą treść
Fot. www.fotolia.pl

Zależność pomiędzy rozbudową infrastruktury drogowej i wzrostem natężenia ruchu a liczbą zdarzeń z udziałem zwierząt wydaje się bezdyskusyjna. Wszyscy słyszeliśmy o łosiach, które kilkukrotnie sforsowały już siatkę zabezpieczającą autostradę A2, czy dzikach grasujących po A4. W jednej z publikacji naukowych autorstwa dr. Łukasza Tyburskiego z Kampinoskiego Parku Narodowego i prof. Andrzeja Czerniaka z Wydziału Leśnego UP w Poznaniu oszacowano, że w 2010 r. do zdarzenia z udziałem zwierzyny na polskich drogach dochodziło średnio co 29 min! Nie bez znaczenia dla takiego stanu rzeczy jest również fakt wzrastających od lat stanów liczebnych zwierzyny grubej (łosi, jeleni, danieli czy dzików). Według danych policji w 2015 r. liczba kolizji ze zwierzętami przekroczyła 20 tys. (w stosunku do przeszło 15 tys. w 2010 r.). A doskonale zdajemy sobie sprawę, że jest to liczba mocno odstająca od rzeczywistości. Nie każde zdarzenie zostaje zgłoszone. Takie przykre w następstwach spotkania ze zwierzętami nie omijają również leśników czy przedsiębiorców leśnych, którzy są na nie szczególnie narażeni podczas codziennej drogi do pracy.


Najczęściej sarna i dzik

Jak wykazały badania prowadzone przez wspomnianych wyżej naukowców, choć do zdarzeń drogowych z udziałem dzikich zwierząt dochodzi przez całą dobę, to największe ich natężenie przypada na godziny poranne (6.00–8.00) i wieczorne (16.00–24.00). Wiąże się to nie tylko z przemieszczaniem na żerowiska i powrotami do dziennych ostoi, lecz także ze słabą widocznością zarówno rano, jak i o zmierzchu. W ujęciu miesięcznym najwięcej kolizji jest w kwietniu i maju oraz październiku i listopadzie (aktywność migracyjna w okresie rozrodczym i dyspersja młodych osobników), a w ciągu tygodnia – w weekendy. Najczęściej pod kołami samochodów padają sarna i dzik.


Konsekwencją zderzenia ze zwierzęciem jest w najgorszym wypadku uraz ciała lub nawet śmierć kierowcy bądź pasażera pojazdu. Najczęściej jednak kończy się na mniej lub bardziej dotkliwym uszkodzeniu samochodu - reflektorów, maski, chłodnicy, rzadziej przedniej szyby.
Fot. ADAC

Konsekwencją zderzenia ze zwierzęciem w najgorszym wypadku jest uraz ciała lub nawet śmierć kierowcy bądź pasażera pojazdu (10 zabitych i 229 rannych w 2017 r.). M.in. ze względu na wzrost wypadkowości ze skutkiem śmiertelnym Ministerstwo Środowiska próbowało w ub. roku argumentować przywrócenie możliwości polowań na łosie.

Zazwyczaj jednak spotkanie zwierzęcia na drodze kończy się na mniej lub bardziej dotkliwym uszkodzeniu samochodu – reflektorów, maski, chłodnicy czy przedniej szyby. Konieczność kasacji auta po kontakcie np. z sarną lub dzikiem należy do rzadkości. Średni koszt takiej kolizji został oszacowany przez dr. Tyburskiego i prof. Czerniaka na ponad 8 tys. zł. Na tę kwotę złożyły się naprawa auta i średnia wartość tuszy zwierzęcia oraz jej utylizacji (publikacja sprzed pięciu lat).


O odszkodowanie niełatwo

Odpowiedzialność za szkody spowodowane w wyniku zderzenia z dzikim zwierzęciem, które w stanie wolnym należy do Skarbu Państwa, nie jest wbrew pozorom oczywista. Zasadniczo spoczywa ona na zarządcy danej drogi, a więc wójcie gminy, zarządach powiatu lub województwa bądź dyrektorze Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. W założeniu o wypłatę pieniędzy na pokrycie strat możemy się starać, jeśli o zagrożeniu związanym z wtargnięciem zwierzyny na danym odcinku drogi nie przestrzegał znak A-18b „zwierzęta dzikie” (przedstawiający skaczącego rogacza). Niestety, praktyka pokazuje, że sądy ustosunkowują się zwykle negatywnie do roszczeń poszkodowanych. Argumentacja sprowadza się do stwierdzenia, że brak znaku nie oznacza braku zagrożenia związanego z wtargnięciem zwierzęcia na drogę.

A nawet gdyby znak był ustawiony, do kolizji mogłoby dojść. – W takiej sytuacji powoływany jest biegły, który przeanalizuje całe zdarzenie i wyda opinię, czy do zderzenia ze zwierzęciem doszłoby pomimo postawienia stosownego znaku przez zarządcę drogi. Jeśli w jego opinii do kolizji doszłoby mimo ustawienia znaku, sąd oddali pozew o odszkodowanie. Związane jest to z faktem, że zarządca drogi ponosi odpowiedzialność nie na zasadzie ryzyka, a na zasadzie winy – mówi Sebastian Bereza, broker ubezpieczeniowy z firmy Prospector Grupa Konsultingowa Sp. z o.o.

W lepszej sytuacji znajdują się właściciele pojazdów, którzy wykupili polisę autocasco lub minicasco. – Kierowcy posiadający ubezpieczenie AC lub minicasco mogą naprawić pojazd z własnego ubezpieczenia. Podczas zawierania polisy należy jednak dokładnie przeczytać „Ogólne warunki ubezpieczenia” i upewnić się, czy obejmują one zderzenie z dzikimi zwierzętami. Co prawda wypłata odszkodowania spowoduje utratę części zniżek, jednak poszkodowany będzie miał naprawione auto lub środki na zakup kolejnego pojazdu. Kwota wypłaconego odszkodowania będzie uzależniona od wariantu, w jakim zostało zawarte ubezpieczenie. Najkorzystniejsze dla poszkodowanego jest posiadanie serwisowego wariantu naprawy auta bez pomniejszania wartości części. W przypadku gdyby doszło do szkody całkowitej (kwota naprawy przekracza 70% wartości pojazdu), warto posiadać wykupioną opcję stałej wartości pojazdu/gwarantowanej sumy ubezpieczenia. Wszystkim zajmie się ubezpieczyciel – zorganizuje oględziny pojazdu i przeprowadzi proces likwidacji szkody. W przypadku gdy pojazd nie będzie się nadawał do naprawy, niektórzy ubezpieczyciele pomogą w zagospodarowaniu pozostałości. Jeśli po skorzystaniu z ubezpieczenia AC okaże się, że istnieje jednak odpowiedzialność zarządcy drogi/koła łowieckiego, będzie przysługiwał regres do ich polis. W przypadku gdy regres zostanie wykonany, poszkodowany nie utraci zniżek w ubezpieczeniu AC– dodaje Bereza.

Jak mówi, jest jeszcze jedna „furtka”: – O odszkodowanie z tytułu odpowiedzialności cywilnej można się ubiegać od zarządcy drogi także wtedy, gdy ustawienie znaku nie wypełniało znamion należytego zabezpieczenia miejsca o dużym natężeniu migracji dzikich zwierząt. Ma to znaczenie szczególnie przy długich odcinkach dróg, gdzie zarządca w ogóle nie poinformował kierowcy o zagrożeniu bądź informacja ta była niepełna (brak tabliczki T-2 wskazującej długość odcinka drogi, na której występuje podwyższone zagrożenie).


Resort środowiska argumentował konieczność zniesienia marotorium na odstrzał m.in. wzrostem liczby kolizji z łosiami
Fot. Tomasz Wojda

O odszkodowanie z tytułu odpowiedzialności cywilnej możemy się ubiegać również w sytuacji, gdy zwierzę wbiegło pod samochód w następstwie trwającego polowania (przy czym pamiętajmy, że polowania zbiorowe odbywają się tylko za dnia).

Z roszczeniem występujemy do koła łowieckiego lub zarządcy OHZ-etu – tłumaczy Bereza. W takim przypadku czeka nas jednak długa droga do udowodnienia związku przyczynowo-skutkowego. Należy zacząć od sprawdzenia w urzędzie gminy lub nadleśnictwie, do których myśliwi są zobowiązani przekazywać informacje o terminach planowanych polowań zbiorowych, czy na danym terenie odbywało się polowanie. Na nic zda się natomiast powszechne zgłaszanie roszczeń o odszkodowanie za kolizję z dzikim zwierzęciem do nadleśnictw. Chyba że ktoś wykaże, że do zdarzenia doszło w konsekwencji prowadzenia gospodarki leśnej, co jest raczej nie do udowodnienia. Co z pieniędzmi za zdarzenie? – Gdy dojdzie do zderzenia z dzikim zwierzęciem, a odpowiedzialność będzie ponosił zarządca drogi lub koło łowieckie, należy szkodę na pojeździe oraz szkody osobowe zgłosić do ubezpieczyciela powyższych instytucji – precyzuje Sebastian Bereza.


Obowiązkowa pomoc

Kolizje ze zwierzętami to nie tylko problem uszkodzonego pojazdu i ewentualnych starań o uzyskanie rekompensaty za poniesioną stratę. Obowiązująca ustawa o ochronie zwierząt obliguje bowiem kierowców do udzielenia pomocy potrąconemu zwierzęciu (pod groźbą grzywny do 5 tys. zł lub nawet aresztu) lub zawiadomienia wskazanej w ustawie o ochronie zwierząt służby.

W praktyce dokonamy zgłoszenia pod numerem alarmowym. Nie zapominajmy, że w pierwszej kolejności musimy zadbać o bezpieczeństwo własne i innych uczestników ruchu (co z kolei nakazuje Prawo o ruchu drogowym). Zwierzę martwe należy usunąć z jezdni, żyjące natomiast oznakować w wyraźny sposób.


Znak A18-b powinien być powtórzony po każdym skrzyżowaniu
Fot. Urszula Zubert

Przybyli na miejsce funkcjonariusze policji mogą nie tylko orzec o potrzebie uśmiercenia zwierzęcia (sporządzona przez nich notatka ze zdarzenia przyda się przy staraniach o odszkodowanie), lecz także skrócić jego cierpienie, gdyż są uprawnieni do użycia broni palnej. Jak wiadomo, robią to niechętnie i o zdarzeniu informują np. myśliwych. W jednej z opinii Departamentu Prawnego Ministerstwa Środowiska poświęconej temu zagadnieniu uznano, że łamią w ten sposób moralny obowiązek ochrony zwierzęcia przed zbędnym cierpieniem. O ile katalog osób mogących stwierdzić potrzebę uśmiercenia jest dość szeroki i obejmuje (poza wyżej wymienionymi) lekarzy weterynarii, inspektorów organizacji społecznych, których statutowym celem jest ochrona zwierząt, funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei, Straży Granicznej i straży gminnej, pracowników Służby Leśnej i służby parków narodowych czy strażników łowieckich, Państwowej Straży Łowieckiej, a nawet Państwowej Straży Rybackiej, o tyle samego pozbawienia życia można dokonać wyłącznie przez podanie środka usypiającego (lekarz weterynarii) lub za pomocą broni palnej.

Zwierzę martwe lub uśmiercone staje się odpadem, za który odpowiedzialność w obrębie pasa drogowego ponosi zarządca drogi, a nie myśliwy, który je uśmiercił. Do niedawna nie było do końca jasne, czy tusza gatunku łownego dostrzelonego w następstwie odniesionych obrażeń może trafić do obrotu. Jedna z interpretacji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wskazywała na taką ewentualność. Decyzję musiał jednak podjąć lekarz weterynarii. Co ważne, w takim przypadku honorarium z tuszy odstawionej do punktu skupu dziczyzny nie trafiało na konto koła łowieckiego (zwierzę nie zostało upolowane w rozumieniu Prawa łowieckiego) tylko wojewody lub nadleśnictwa. Zgodnie z interpretacją przekazaną przez MRiRW w lutym br. tusze pochodzące od dostrzelonych po kolizji zwierząt nie powinny być wprowadzane na rynek. Nie przewiduje się tym bardziej możliwości pobrania tuszy na własny użytek przez uczestników lub świadków zdarzenia czy też jej uprzątnięcia we własnym zakresie. Takie stanowisko potwierdziło Ministerstwo Środowiska. Wprawdzie „tajemnicze” zaginięcie ofiary w takiej sytuacji niejednokrotnie bywa na rękę instytucjom odpowiedzialnym za jej usunięcie, ale może się wiązać z niemiłymi konsekwencjami prawnymi.

Jak widać, zderzenie z dzikim zwierzęciem pociąga za sobą całą masę problemów, których lepiej unikać. – Bezwzględnie należy pamiętać, że do takich wypadków najczęściej dochodzi na terenach leśnych, co nie zmienia faktu, że dość często również poza obszarami leśnymi. Dlatego też kierowcy są zobowiązani do zachowania szczególnej ostrożności – komentuje Sebastian Bereza. Niezależnie od tego, czy o ryzyku wtargnięcia zwierzęcia przed maskę samochodu uprzedza nas znak, czy tylko zdrowy rozsądek.

Adam Depka Prądzinski
data modyfikacji: 2018-12-20 11:15:37
Las Polski - aktualny numer
Polecamy