NADCHODZĄCE WYDARZENIA
Wydawnictwo OIKOS
Strona główna Melioracje po nowemu (7/2019)
Artykuły - Melioracje po nowemu (7/2019)
Las Polski - Melioracje po nowemu (7/2019)

Melioracje leśne kojarzą się leśnikom w różny sposób. Absolwentom techników najczęściej z przeciąganiem gałęzi z jednego miejsca w drugie po zrębie, a naukowcom z odwadnianiem obszarów podmokłych, co z perspektywy czasu nie przyniosło wiele pożytku gospodarce leśnej. Tymczasem okazuje się, że doświadczenia z północy Europy są w tym zakresie zgoła odmienne.

Pokaż/ukryj skróconą treść
Fot. Jakub Słowik (2)

Hasło „Gospodarowanie wodą w lasach nadbałtyckich” należy rozumieć jako działania podejmowane nie tylko w bezpośrednim sąsiedztwie naszego jedynego morza, ale też w obrębie całej jego zlewni. Słusznie bowiem problemy Bałtyku zyskały uwagę Unii Europejskiej, gdyż walka z zanieczyszczeniem wody powinna się zaczynać głęboko na lądzie. A jednym ze sposobów jej prowadzenia jest unowocześnianie metod prowadzenia gospodarki leśnej.

Jednak, jak słusznie zauważył prof. Edward Pierzgalski, poszczególni beneficjenci programu WAMBAF o podanym powyżej tytule rozumieją to pojęcie inaczej. – W polskiej części projektu nie zajmujemy się odwadnianiem, gdyż w naszym kraju nastawiliśmy się już trwale na retencję wody. To wynika ze zmian klimatycznych. Z kolei Łotysze, Litwini i Szwedzi mają dużo lasów na torfach, które chcą uproduktywnić. Wiąże się to z wypłukiwaniem zanieczyszczeń do wód płynących, stąd cała idea programu. Podczas wizyty w Polsce daliśmy jednak partnerom do zrozumienia, że za kilka lat podzielą nasze problemy dotyczące deficytu wody – tłumaczył ideę współpracy profesor.

Skandynawskie patenty
O istotności osuszania terenów leśnych w Skandynawii świadczą wypracowane w ramach projektu metody ograniczania spływu zanieczyszczeń. Zaliczyć można do nich niespotykane w Polsce rozwiązania w stylu rowów przelewowych czy stawów sedymentacyjnych. Dodatkowo opracowano proste szablony służące do oceny konieczności podejmowania prac utrzymaniowych rowów melioracyjnych. Podejście Szwedów jest bowiem bardzo praktyczne – jeśli wcześniejsze odwodnienia nie zwiększyły przerostu drzew, to marnowanie pieniędzy i czasu na czyszczenie rowu najpewniej nie ma sensu i lepiej go zaniechać. Wszystko to ma w zamyśle uchronić odbiornik, czyli ciek lub jezioro, do którego trafią wody z lasu, przed dopływem zanieczyszczeń. Pod uwagę bierze się więc także czułość ekosystemów wodnych na zanieczyszczenia, wartości ochronne, rekreacyjne itd. Ostatecznie bowiem okazuje się, że wraz ze spływającą z lasu wodą do rzek trafiają nie tylko osady mikrobiologiczne powstałe poprzez wypłukiwanie torfu, ale także azot, fosfor i nawet rtęć. Cały ten miks wpada więc ostatecznie do Bałtyku, jednak, jak zaznaczył Wojciech Gil z IBL-u, większość tego typu zanieczyszczeń pochodzi z działalności rolniczej.

Polskie problemy
O ile niektóre z przedstawionych przez naukowców rozwiązań rzeczywiście można wdrożyć do praktyki w Polsce (zwłaszcza rowy przelewowe i stawy sedymentacyjne), o tyle nie ma co ukrywać, że szaleństwo odwadniania przeszło nam już jakiś czas temu i raczej prędko nie powróci. Mamy bowiem tak niewiele lasów na torfach w stosunku do ogólnej powierzchni leśnej, że zysk dla gospodarki byłby raczej niewielki, zaś straty dla przyrody zapewne duże.

Leśnicy zdecydowanie bardziej podchwycili temat bobrów. To kolejny z aspektów projektu – znowu różnice między beneficjentami okazały się spore. Choć w Danii oficjalne dane mówią o kilkuset sztukach tego gryzonia, i nikt nie ma do rolników pretensji o to, że na własną rękę rozbierają tamy, to zachodni partnerzy byli pod wrażeniem kwot wypłacanych w Polsce z tytułu szkód od działalności bobrów. Za granicą bobry są pozyskiwane (na Łotwie ponad 24 tys. osobników rocznie), w Polsce nie ma nawet planu zarządzania ich populacją. Zdaniem prelegentów w dłuższej perspektywie czasowej może to powodować problemy. Pomóc może wypracowane w ramach programu narzędzie „Beaver tool”, służące do oceny wpływu działalności gryzoni na ochronę przyrody, ekonomię i jakość wody. By podjąć decyzję, przeprowadza się analizę w oparciu o informacje nt.: jakości wody, warunków przyrodniczych i ekonomicznych, które występują w otoczeniu tamy bobrowej. Na tej podstawie można zdecydować o pozostawieniu lub rozebraniu tamy. Padł też niestety, porzucony w trakcie realizacji prac, pomysł sporządzenia książki kucharskiej z przepisami na mięso bobra. Ten gatunek mięsa utracił w Polsce popularność, pewnie dlatego tak trudno o myśliwych chętnych do realizowania ministerialnego zezwolenia na odstrzał (obecnie eliminuje się mniej gryzoni, niż to prawnie możliwe).


W nadleśnictwach biorących udział w szkoleniu pracownicy IBL-u zaprezentowali możliwości opracowanej w ramach projektu WAMBAF aplikacji mobilnej służącej do generowania warstwy cieków, działów wodnych i zlewni wybranego fragmentu terenu. Jest to aplikacja darmowa, możliwa do pobrania na telefon lub tablet. Po udostępnieniu Numerycznego Modelu Terenu przez administratora danych możliwe jest samodzielne wygenerowanie wymienionych wyżej warstw, przeglądanie obiektów w trybie GPS, jak również za pomocą kamery wbudowanej w urządzenie mobilne. Dane można także pobrać lub udostępnić innym użytkownikom. Aplikacja wymaga oprogramowania w wersji Android 7 lub wyższej.

Praktyczne pomysły
Projekt to jednak nie tylko teoria, ale także rzeczywiste działania. Jednym z nich, zrealizowanym w Nadleśnictwie Pułtusk (RDLP w Warszawie), jest staw zbierający wodę spływającą ze zmeliorowanych pól. Wcześniej jej nadmiar swobodnie spływał przez las, tworząc okresowe naturalne oczko wodne, obecnie sprawę uregulowano, zakopując pod ziemią przepust. Po kilkuset metrach woda wpada do sztucznego stawu wykopanego w miejscu dawnego oczka. Niekiedy jest jej tak wiele, że tak czy owak spływa po powierzchni. Widać poprawę zdrowotności drzewostanów przylegających do zbiornika, a rozmieszczona dookoła aparatura daje informacje o parametrach wody i poziomie lustra w glebie.

Kolejne zajęcia terenowe odbyły się w nadleśnictwach Strzałowo (RDLP w Olsztynie) i Żednia (RDLP w Białymstoku). W pierwszym z nich uczestnicy odwiedzili lasy położone nad ciekiem wodnym Gardynka, który wypływa z jeziora Kołowin Mały i wpływa do jeziora Skok oraz tamy bobrowe zlokalizowane na rzeczce Nawiadka łączącej dwa jeziora: Mojtyny (Mojtyńskie) i Mokre. W Nadleśnictwie Żednia z kolei celem zajęć terenowych były lasy nadbrzeżne rosnące w Puszczy Knyszyńskiej wzdłuż potoku leśnego Świnobródka.

Zadaniem uczestników wizytujących lasy nadbrzeżne w obu nadleśnictwach było poznanie narzędzia Blue Targeting (BT) wspierającego dobre praktyki w gospodarce leśnej na obszarach leśnych wzdłuż niewielkich strumieni. Zostało ono opracowane w latach 2007–11 przez WWF w Szwecji, we współpracy z przedstawicielami sektora leśnego. Dzięki uproszczeniu podstaw naukowych mogą z niego korzystać nawet laicy w kwestii ochrony wód. Od 2017 r. BT jest wykorzystywane przez Szwedzkie Stowarzyszenie Właścicieli Lasów do opracowywania planów gospodarki leśnej.

Blue Targeting obejmuje kilka etapów. Pierwszy to gromadzenie aktualnych danych, np. dotyczących stanu chemicznego wód. Jeśli takich informacji brakuje, proces można rozpocząć od etapu drugiego – prac inwentaryzacyjnych odcinków strumienia. Po nim ocenia się stan cieku wodnego i planuje niezbędne działania potrzebne do zachowania status quo lub jego zmiany. Pomocą służy szczegółowy formularz, który wypełniali uczestnicy podczas szkoleń.

Wspomniany już „Beaver tool”, testowany na obiekcie w Strzałowie, pozwolił z kolei na wypracowanie wspólnej decyzji o rozebraniu tamy bobrowej. Informacje te uczestnicy szkolenia zapisywali w specjalnie przygotowanym do tego celu formularzu składającym się z kilkudziesięciu pytań i ułatwiającym proces decyzyjny.

 

Jakub Słowik, Wojciech Gil

data modyfikacji: 2019-07-12 12:41:11
Las Polski - aktualny numer
Polecamy