NADCHODZĄCE WYDARZENIA
Wydawnictwo OIKOS
Strona główna Pożary lasów w Szwecji (20/2018)
Artykuły - Pożary lasów w Szwecji (20/2018)
Las Polski - Pożary lasów w Szwecji (20/2018)

Nauczeni „pożarowym” doświadczeniem lat wcześniejszych, w 2018 r. Szwedzi nie zwlekali ze zwróceniem się o pomoc do Unii Europejskiej.


Pokaż/ukryj skróconą treść
Fot. Jukka Kuivaniemi, Agencja Leśna (3)

Pożary, które trawiły szwedzkie lasy latem 2018 r., osiągały rozmiary nienotowane w Szwecji od przeszło stu lat. Wyjątkowo ciepły i suchy okres od początku maja do końca lipca, nieostrożne obchodzenie się z ogniem przez ludzi przebywających w wolnej przyrodzie, wyładowania atmosferyczne, iskrzenie maszyn i pociągów – wszystkie te czynniki, nakładając się na siebie, wywoływały mnóstwo pożarów. W najtrudniejszym momencie, który przypadł w połowie lipca, strażacy walczyli z przeszło 50 różnymi pożarami. Cztery z nich były wyjątkowo rozległe i trudne do opanowania. Skuteczność ich zwalczania w znacznym stopniu zależała od warunków atmosferycznych. Te cztery pożary ogarnęły w sumie obszar o powierzchni 20 tys. ha. Przy tym całkowita powierzchnia pożarów leśnych w 2018 r. wyniosła 25 tys. ha.

Szwecja nie była dobrze przygotowana do zwalczania skutków tak dla niej nietypowych warunków atmosferycznych. Uwaga ta dotyczy nie tylko branży leśnej (właściciele i zarządcy lasów, firmy usług leśnych), lecz również służb państwowych, w tym Obrony Cywilnej (MSB). Szwedzkie siły zwalczające pożary musiały zostać latem wzmocnione kadrowo, organizacyjnie i sprzętowo. W sumie dziewięć europejskich państw w różny sposób pomagało Szwecji. Duże znaczenie miało przybycie strażaków i dostarczenie sprzętu z Polski. Nie są jeszcze dostępne oficjalne dane o liczbie zawodowych strażaków, żołnierzy i ochotników, którzy zwalczali pożary lasów, ale zapewne było ich co najmniej 2,5 tys.

Zgodnie z szacunkami Agencji Leśnej, która sprawuje nadzór nad gospodarką leśną w Szwecji, pożary lasów spowodowały szkody o rozmiarze przekraczającym 900 mln koron (ok. 373 mln zł). Właściciele spalonych lasów zostali dotknięci w różnym stopniu w zależności od sumy ubezpieczenia posiadłości leśnych (w Szwecji lasy są ubezpieczane) i możliwości wykorzystania surowca drzewnego z pożarzysk. Odpowiednio przystosowane tartaki mogą przecierać drewno tartaczne pozyskiwane na pożarzyskach. W grę wchodzi też użytkowanie energetyczne zrębków. Odpada natomiast wykorzystywanie surowca z pożarzysk do produkcji masy celulozowej.


Historia

Normalnie w Szwecji jest na tyle chłodno i wilgotno, że pożary w wolnej przyrodzie wybuchają rzadko. W takich warunkach wytwarzają się w ekosystemach borealnych lasów iglastych z reguły gleby bielicoziemne. I takie gleby zdecydowanie dominują w szwedzkich lasach.



Rozległe pożarzyska w okolicach miejscowości Ljuzdal w regionie Gävleborg (2018 r.)

Ostatnim rokiem wielkich pożarów w wolnej przyrodzie był w Szwecji rok 1888. Ogień strawił wtedy obszar o powierzchni ok. 200 tys. ha. Trudno powiedzieć, czy na całej tej powierzchni pożary wybuchły z powodu wyładowań atmosferycznych i innych przyczyn naturalnych, ponieważ w tamtym czasie ludzie wypalali lasy na potrzeby uprawy zbóż i wypasu zwierząt gospodarskich. Szwecja była wtedy bardzo biednym, nękanym głodem krajem. Na północy główny produkt leśny stanowiła smoła drzewna.

Warunki atmosferyczne, jakie panowały w 2018 r., prawdopodobnie umożliwiłyby rozprzestrzenienie się pożarów na skalę podobną do tej w 1888 r., gdyby ich nie zwalczano. Czy następny rok, w którym w Szwecji będzie tak sucho i gorąco, nadejdzie za 100, 50 czy już może za pięć lat?

Kiedy wzrosła wartość drewna, lasy zaczęto użytkować w sposób uregulowany. Początkowo surowiec dostarczany tartakom i celulozowniom pochodził z rębni przerębowej. Jej stosowanie doprowadziło jednak do spadku zasobności drzewostanów. Rębnię przerębową zastąpiono więc rębnią zupełną. Słabo przyrastające drzewostany odnawiano sztucznie przez sadzenie lub siew. Z tym z kolei wiązało się stosowanie w szerokim zakresie kontrolowanego wypalania powierzchni zrębowych, które w warunkach szwedzkich było niezbędne do odnowienia lasu, zanim nie wprowadzono do użytku maszyn do kaleczenia gleby leśnej. W latach 1940–60 wypalaniem kontrolowanym obejmowano w Szwecji ok. 40 tys. ha lasów rocznie. Po zmechanizowaniu kaleczenia gleby, uskutecznionym w latach 1950–60, powierzchnia wypalanych powierzchni zrębowych stawała się coraz mniejsza. Jednocześnie zanikały umiejętności kontrolowania ognia w lesie. Dziś w Szwecji tylko garstka osób potrafi to robić w skuteczny i zarazem bardzo oszczędny sposób.


Aspekt przyrodniczy

Naukowcy i ekolodzy uważają, że z punktu widzenia przyrodniczego pożarów lasów jest w Szwecji zbyt mało. Od pożarów zależy bowiem egzystencja licznych gatunków fauny i flory. Opracowany został system określający niezbędną częstość pożarów w danych typach siedlisk leśnych w warunkach naturalnych. System ten nosi miano ASIO: litera „A” (od szw. aldrig – nigdy) symbolizuje siedliska mokre, które nigdy nie płoną; litera „S” (od szw. sällan – rzadko) – siedliska wilgotne, które płoną rzadziej niż raz na sto lat; litera „I” (od szw. ibland– czasami) – siedliska świeże, płonące mniej więcej raz na sto lat, litera „O” (od szw. ofta – często) – siedliska suche, które płoną przeciętnie dwa lub trzy razy na sto lat. Wg systemu ASIO skład siedliskowy i powierzchnia szwedzkich lasów (28 mln ha) wskazują, że w warunkach naturalnych łączny roczny rozmiar pożarów w Szwecji powinien wynosić przeciętnie

ok. 250 tys. ha. Z tego teoretycznego punktu widzenia 25 tys. ha lasów, które spłonęły w 2018 r., to zbyt mało. Jednak dyskusja w Szwecji nie koncentruje się na aspekcie przyrodniczym. Ostatnie pożary uznaje się za przejaw zjawisk klęskowych, którym należy zapobiegać.


Współczesność

W 2006 r. w regionie Norrbotten, w okolicy miejscowości Bodträskfors, pożar ogarnął obszar o powierzchni 1,9 tys. ha. Przyczynę stanowiło iskrzenie maszyny leśnej. Był to największy od wielu lat pożar w wolnej przyrodzie w Szwecji. Na początku miejscowi strażacy skutecznie go lokalizowali, ale zbyt szybko zakończyli akcję gaśniczą i ogień zaczął się ponownie szerzyć. Do zwalczenia odnowionego pożaru konieczne było już ściągnięcie sił z całego regionu Norrbotten. W ponownej akcji, która trwała ok. czterech tygodni, uczestniczyło 750 osób. Użyto śmigłowców gaśniczych i 80 km węży pożarniczych. Wtedy też po raz pierwszy skorzystano z pomocy strażaków z zagranicy (wówczas byli to Finowie).

W 2014 r. w regionie Västmanland wybuchł w wolnej przyrodzie pożar, którego powierzchnia sięgnęła 13,1 tys. ha. Jego przyczyną było iskrzenie maszyny do skaryfikacji gleby. Silne wiatry, utrzymujące się przez kilka dni, uniemożliwiły lokalizację pożaru.

Z powierzchni ok. 30 x 30 m (31 lipca) ogień rozprzestrzenił się na obszar 10 tys. ha (4 sierpnia). W akcję gaśniczą, trwającą ok. dwóch tygodni, było zaangażowanych 1,5–2 tys. osób. Stosowano śmigłowce i samoloty gaśnicze. Długość używanych węży pożarniczych sięgała 500 km. Mniej więcej połowę pożarzyska postanowiono ustanowić rezerwatem przyrody w celu ochrony gatunków, których podstawę egzystencji stanowi właśnie takie środowisko.

Obydwa wspomniane zdarzenia ujawniły niedostatki szwedzkiego systemu zwalczania wielkich pożarów w wolnej przyrodzie: niewystarczające siły, kłopoty z komunikowaniem się i monitorowaniem rozwoju sytuacji oraz niedostateczną sprawność organizacji i zarządzania akcjami gaśniczymi. Zarazem po raz kolejny przekonano się, jak ważne jest bezzwłoczne, skoncentrowane i profesjonalne działanie strażaków. Warto zauważyć, że do gaszenia obydwu wielkich pożarów strażacy nie stosowali przeciwognia. Dawniej, gdy powszechnie stosowano kontrolowane wypalanie lasu i nie dysponowano wydajnym sprzętem gaśniczym, przeciwogień był w wielu sytuacjach jedyną metodą gaszenia pożarów lasów.


 

Loty patrolowe

Kluczowe znaczenie ma jak najszybsze wykrycie pożaru lasu. W Szwecji umożliwiają to przede wszystkim systemowe loty patrolowe małymi samolotami. W 2003 r. rząd szwedzki wstrzymał finansowanie tego rodzaju monitoringu lasów, ale po pożarze w Bodträskfors w 2006 r. wycofał się z tej decyzji. Koszty lotów patrolowych są niższe od kosztów zwalczania rozwiniętych pożarów lasów. Loty patrolowe małymi samolotami odbywają członkowie aeroklubów na zasadzie dobrowolności. Rząd płaci aeroklubom za takie loty. Nie są jednak za nie opłacani piloci. Mimo to system ten dobrze funkcjonuje, ponieważ aerokluby potrzebują pieniędzy, a piloci – wymaganej do zachowania licencji określonej liczby wylatanych godzin.

Trasy patrolowe planowane są w obrębie całej przestrzeni powietrznej Szwecji. Loty tymi szlakami odbywają się dwa razy dziennie lub rzadziej w zależności od warunków atmosferycznych i ryzyka pożarowego. Decyzję o częstości lotów podejmują władze regionów. Dla przykładu: w 2017 r., który w Szwecji był mokry, zanotowano w strefie jednej z tras w regionie Dalarna 36 dni podwyższonego ryzyka pożarowego, a w 2018 r. – 84. Dziś, w dobie telefonów komórkowych i nawigacji GPS, mieszkańcy Szwecji powszechnie zgłaszają dymy zauważane w wolnej przyrodzie. Często jednak nie są w stanie wystarczająco dokładnie określić parametrów obserwacji, takich jak kierunek czy odległość.

W szwedzkich lasach nie ma linii oddziałowych ani sztucznych pasów przeciwpożarowych czy zbiorników do czerpania wody. Funkcję pasów przeciwpożarowych względnie punktów czerpania wody pełnią liczne rzeki i jeziora, mokradła i drogi leśne.

Niekiedy używa się harwesterów do doraźnego wykonywania pasów mających stanowić przeszkodę w rozprzestrzenianiu się ognia, ale nie jest to środek efektywny, o ile nie towarzyszą mu inne działania obronne. Służba MSB utrzymuje w 15 miejscach, rozrzuconych po terytorium Szwecji, magazyny sprzętu gaśniczego, w tym węży pożarniczych.


Mechanizm unijny

W 2018 r. pierwsze pożary w wolnej przyrodzie zaczęły wybuchać pod koniec maja. Wydano ostrzeżenia o wysokim stopniu zagrożenia pożarowego. Pierwszą oficjalną prośbę o udzielenie pomocy w ramach unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności (EU Civil Protection Mechanism, EUCPM) zgłosiła służba MSB. Jej szybka reakcja miała związek z lekcjami, które Szwedzi odebrali podczas pożarów w latach 2006 i 2014. Chodziło o zapewnienie wystarczających sił gaśniczych już na samym początku zwalczania pożarów lasów. Unia już 10 czerwca przysłała dwa samoloty gaśnicze z Włoch. Używano ich przez osiem dni do gaszenia pożarów w różnych częściach Szwecji.

Jednak susze i wysokie temperatury się utrzymywały. W lipcu pogorszyła się sytuacja pożarowa. Ponownie wystąpiono z prośbą o pomoc w ramach EUCPM. To świadczy o tym, że służba MSB była świadoma niedostatku szwedzkich sił przeznaczonych do zwalczania pożarów ogarniających rozległe połacie wolnej przyrody i wybuchających jednocześnie w licznych miejscach. Cztery wielkie pożary szalały w środkowej części Szwecji (regiony Jämtland i Dalarna, krainy Hälsingland i Ångermanland). W połowie lipca oprócz strażaków i ochotników w lokalizowaniu pożarów brało udział wojsko. Używano śmigłowców gaśniczych. Ze względu na niekorzystne warunki atmosferyczne i stosunkowo trudny teren o rzadkiej sieci dróg lokalizacja pożarów przebiegała opornie.

Ok. 20 lipca wyczerpały się zapasy węży pożarniczych zgromadzone przez służbę MSB. Pracownicy zakładów wytwarzających węże pożarnicze musieli przerwać urlopy, aby zaspokoić zapotrzebowanie na ten sprzęt. W jednym przypadku strażacy po raz pierwszy od wielu lat zastosowali przeciwogień. Sytuacja zaczęła się poprawiać wraz z przybyciem zagranicznych strażaków oraz samolotów i śmigłowców gaśniczych. Do akcji weszło sześć samolotów gaśniczych z Włoch, Francji i Portugalii. Litwa, Niemcy i Norwegia użyczyły śmigłowców gaśniczych. Dania, Francja, Niemcy i Polska przysłały strażaków. Z Polski przybyła grupa 139 strażaków z 44 pojazdami i pełnym wyposażeniem. Szwedzi witali ich ciepło na trasie przejazdu ku strefie pożarowej. Dwutygodniowa profesjonalna ciężka praca polskich strażaków przyczyniła się w bardzo dużym stopniu do zlokalizowania i ugaszenia pożarów. Dzięki wspólnym działaniom udało się ograniczyć zasięg żywiołu do czasu zmiany pogody i nadejścia ochłodzenia. Długo oczekiwane deszcze pomagały w gaszeniu pożarów. Pod koniec lipca sytuacja była już pod kontrolą. Wracające do domów służby z zagranicy spotykały się z wielką wdzięcznością Szwedów.


Wnioski

Pozytywnym doświadczeniem, wyniesionym z sezonu pożarowego 2018, była gotowość do niesienia pomocy okazana przez inne państwa i osoby cywilne. Rolnicy użyczali swoich pojazdów i zbiorników, ochotnicy pomagali w ewakuacji ludzi i zwierząt z zagrożonych gospodarstw.

Oprócz bezpośrednich skutków w postaci pożarów lasów wysoki stopień zagrożenia pożarowego pociągał za sobą wiele innych problemów dla szwedzkiej gospodarki leśnej. Z uwagi na niebezpieczeństwo wybuchu ognia wskutek iskrzenia na dużych obszarach wstrzymano przez długi okres pracę ciężkiego sprzętu do kaleczenia gleby leśnej i maszyn do pozyskiwania drewna. To z kolei skutkowało kłopotami z zaopatrzeniem przemysłu drzewnego w surowiec tartaczny i papierówkę. Jednak największy problem wyniknął z wstrzymania kaleczenia gleb leśnych: niewykonanie tego zabiegu oznaczało niemożność posadzenia milionów sadzonek i w konsekwencji ich zmarnowanie się. Ponadto istnieją obawy, że wiele sadzonek, które udało się posadzić, uschnie w następstwie skutków suszy i wysokich temperatur. Do odrobienia zaległości odnowieniowych konieczne może się więc okazać nawet kilka lat wzmożonych prac.

Odnowienie pożarzysk nie będzie trudne. W Szwecji większość lasów o charakterze naturalnym oraz duża część dobrze przyrastających lasów gospodarczych powstała właśnie na pożarzyskach względnie na wypalonych powierzchniach zrębowych. Po upływie kilku lat wielkość powierzchni pożarów w 2018 r., która w stosunku do całej szwedzkiej powierzchni leśnej jest nieduża (0,09%), nie będzie tak istotna, jak skutki ekstremum pogodowego dla odnowienia i przyrostu lasów oraz pozyskania drewna.

Sytuacja pożarowa w 2018 r. ujawniła, że zarówno społeczeństwo, jak i gospodarka leśna Szwecji pod względem organizacyjnym nie są wystarczająco przygotowane do efektywnego zwalczania skutków tak ekstremalnych warunków atmosferycznych. Niewykluczone, że warunki te wpłynęły na wyniki wyborów do szwedzkiego parlamentu, które miały miejsce we wrześniu 2018 roku. Według wcześniejszych wiosennych sondaży szwedzka Partia Zielonych (Miljöpartiet) miała tym razem wcale nie wejść do parlamentu, a kluczowy element jej programu, zmiana klimatu, raczej nie cieszył się dużym zainteresowaniem. Latem media i politycy wiązali ekstremalne warunki atmosferyczne ze zmianą klimatu, co być może przyczyniło się do tego, że Partia Zielonych zachowała jednak swoje miejsce w parlamencie. Zważywszy na fakt, że 2017 r. był w Szwecji wyjątkowo wilgotny, związek między zmianą klimatu a pogodą w 2018 r. nie wydawał się wszakże tak oczywisty.

Hans Winsa
Bröderna Winsa AB
Tłumaczył: A.S.

data modyfikacji: 2018-12-20 11:42:17
Las Polski - aktualny numer
Polecamy