NADCHODZĄCE WYDARZENIA
Wydawnictwo OIKOS
Strona główna Walczą z barszczem (nr 12/2014)
Artykuły - Walczą z barszczem (nr 12/2014)
Las Polski - Walczą z barszczem (nr 12/2014)

W sezonie letnim co jakiś czas w mediach powraca informacja dotycząca poparzeń barszczem. W Nadleśnictwie Kłodawa systematycznie od kilku lat niszczone są stanowiska tej niebezpiecznej rośliny.

Pokaż/ukryj skróconą treść
W Europie Środkowej i Zachodniej występują trzy gatunki olbrzymich barszczy – barszcz Sosnowskiego, Mantegazziego (kaukaski) i perski. Tylko dwa pierwsze spotykane są w Polsce, a ich rozróżnienie to zadanie dla specjalistów. Najczęściej jednak mówimy o barszczu Sosnowskiego.


Cudo-karma z Kraju Rad

Ta azjatycka roślina zyskała popularność w latach 40. ub. w., kiedy to w 1946 r. rozpoczęto jej introdukcję w ogrodzie botanicznym w Murmańsku. Szybko zyskała popularność w Związku Radzieckim – dawała obfity plon i świetnie nadawała się na paszę dla zwierząt. Zaczęto ją masowo uprawiać.

        
                                 Źródło: www.palacyproblem.pl

Poza znaczeniem gospodarczym barszcz ma także walory estetyczne – to duża, dorastająca do 4 m wysokości i pokrywająca do 4 m2 roślina o pięknych kwiatostanach, które chętnie wykorzystują pszczoły. Czar jednak prysł – barszcz szybko pokazał swoje ciemne oblicze. Ogromne liście, zacieniając glebę, praktycznie nie dają szans innym roślinom. Obfity wysyp (do 40 tys.) trwałych nasion sprawia, że to gatunek bardzo ekspandujący.

Ale przede wszystkim to roślina o silnych właściwościach parzących. Sok barszczu w reakcji ze światłem UV (a o to przecież latem nietrudno) powoduje podrażnienie skóry, a nawet bardzo rozległe, trudno gojące się oparzenia. Pęcherze wypełnione osoczem sprawiają poparzonej osobie ogromny ból. U alergików i małych dzieci poparzenie barszczem zagraża nawet życiu. Łatwo też o pomylenie barszczu z arcydzięgielem litworem – smaczną (acz chronioną na stanowiskach naturalnych) rośliną rodzimą.


Niszczyć przed rozwojem nasion

Choć zazwyczaj barszcz występuje na żyznych, wilgotnych siedliskach (np. nad brzegami rzek), to coraz częściej pojawia się także w suchych rejonach, a nawet w lasach. Tak też stało się w Nadleśnictwie Kłodawa (RDLP w Szczecinie).



   Fot. L. Szulc (2)


Kilka lat temu obcy przybysz zadomowił się w tamtejszych lasach. Obecnie stanowi problem na obszarze ok. 3 ha. Wydaje się, że to niewiele, ale to także dobry moment, żeby problem zdusić w zarodku. Tak się dzieje od 2009 r., od kiedy nadleśnictwo podejmuje próby zwalczania rośliny.

Wybrano mechaniczną metodę walki, co z uwagi na system korzeniowy (sięgający nawet do 2 m w głąb ziemi) i wspomniane obfite owocowanie nie jest proste. Pracownicy zul wykopują rośliny na taką głębokość, na jaką można to zrobić szpadlem. Praca wykonana odpowiednio wcześnie nie tylko gwarantuje uniknięcie obsiewu i osłabienie stanowiska barszczu, ale gdy rośliny są niewysokie, pozwala bezpiecznie pracować.

– W pierwszym roku zwalczania intruza zdarzył się przypadek poparzenia pracownika zul, jednak przy następnych akcjach zwalczania pracownicy byli już odpowiednio zabezpieczeni – mówi zajmująca się edukacją leśną Aleksandra Paszkowska.






< Leśniczy Ryszard Kawalec (leśnictwo Płomykowo) obok barszczu Sosnowskiego. Zdjęcie zrobiono na początku walki z barszczem. Dziś nadleśnictwo nie dopuszcza do rozwoju tak dużych osobników












Fot. A. Majchrzak


Problem barszczu w leśnictwie to nie tylko zagrożenie dla ludzi. Lokalnie może sprawiać problemy z odnawianiem, ze względu na swoje pokaźne rozmiary i zacienianie oraz szybkość rozprzestrzeniania się.

Zwalczanie barszczu ujmowane jest w planie hodowli lasu i stanowi element pielęgnacji drzewostanu. Obecnie zabiegi wykonuje się 2–3 razy w roku. Pracownicy zul rozliczani są za akcje zwalczania wg stawek godzinowych.


Palący problem

Działania podejmowane przez nadleśnictwo przynoszą pożądane efekty. – Przede wszystkim nie dopuszczamy do wydania przez rośliny nasion – barszcz jest usuwany wraz z korzeniami na początku sezonu wegetacyjnego – mówi Paszkowska.

Najważniejsze jej zdaniem są jednak kompleksowe działania na dużym obszarze – również na gruntach innych własności graniczących z terenami nadleśnictwa.

– Gmina Santok również boryka się z problemem barszczu, jeśli jednak w walkę z barszczem Sosnowskiego nie zaangażują się wszyscy właściciele gruntów, problem nigdy nie zostanie w pełni rozwiązany – przestrzega.

O gminie Santok warto powiedzieć więcej. To tutaj (w miejscowości Czechów) ma siedzibę wyjątkowa fundacja o nazwie „Palący Problem – Heracleum” (www.palacyproblem.pl). Powstała w 2010 r. dla popularyzacji problemu, jaki stanowi rozprzestrzenianie się barszczu. Oferuje szkolenia i pomoc w zwalczaniu rośliny.

Urszula Zubert


data modyfikacji: 2014-06-27 10:39:39
Las Polski - aktualny numer
Polecamy