NADCHODZĄCE WYDARZENIA
Wydawnictwo OIKOS
Strona główna „Ciężkie maszyny leśne” – prawdy i mity (18/2019)
Artykuły - „Ciężkie maszyny leśne” – prawdy i mity (18/2019)
Las Polski - „Ciężkie maszyny leśne” – prawdy i mity (18/2019)

Każdy jest ekspertem od piłki nożnej, bo widział kilka meczy w telewizji. Wie wszystko o leczeniu, ponieważ jego kuzynka ma znajomego lekarza i czytał o tym w internecie. Kolejną dyscypliną naukową, na której ostatnio wszyscy znają się bardzo dobrze, jest las albo, o zgrozo, prace prowadzone na terenach leśnych.


Pokaż/ukryj skróconą treść

Fot. arch. autora

Dzisiaj każdy zjadł zęby na wiedzy leśnej, a zwłaszcza na ubocznym użytkowaniu lasu – w końcu za młodu był na grzybach. Można zrozumieć, że szary obywatel czy celebryta nie mający zielonego pojęcia o pracy w lesie, ale chcący zaistnieć w świecie, zabiera głos w nośnym temacie.

Jeśli jednak pani dr hab. z Wydziału Rolnictwa i Bioinżynierii z Katedry Gleboznawstwa i Ochrony Gruntów Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu wygłasza na Konferencji Naukowej „Zarządzanie ochroną przyrody w lasach”, organizowanej przez Wyższą Szkołę Zarządzania Środowiskiem w Tucholi, referat pt. „Degradacja gleb leśnych – przyczyny, skutki i zapobieganie”, w którym głoszone są nieprawdzie informacje, to czuję się zbulwersowany.

Ciężkie, czyli jakie?
Wśród naukowców krąży wiele mitów, ale zadaniem pracowników nauki jest przecież walka z nieprawdziwymi informacjami powielanymi przez przeróżnej maści pseudonaukowców.

Prawdziwego naukowca nie interesują opinie przeróżnych „fachowców” czerpiących wiedzę z tzw. sufitu, poszukujących wyników pasujących do ich koncepcji. Nie powinien on więc zabierać głosu w sprawie „degradacji gleb leśnych”, mówiąc o stosowaniu w lasach, coraz powszechniej w ostatnich czasach, ciężkich maszyn leśnych, bez znajomości podstawowych materiałów. Zwłaszcza bez parametrów tych maszyn! Przede wszystkim, o jakich maszynach mówimy: do uprawy, sadzenia czy może pozyskania? Czy referentka, mówiąc o ciężkich maszynach, miała na myśli nowoczesne, coraz powszechniej spotykane w lasach ciągniki rolnicze? One są rzeczywiście cięższe w porównaniu do archaicznych Ursusów C-360, które do niedawna stanowiły podstawowe narzędzie do wszelkiego rodzaju prac leśnych. Domyślam się jednak, że prelegentka, zabierając głos w tak ważkiej sprawie jak degradacja gleb leśnych, miała na myśli tak postponowane „ostatnimi czasy” maszyny do pozyskiwania drewna. Ogromne, ciężkie i, jak powiedział jeden z leśnych decydentów, „zabierające ludziom front robót”! Zupełnie jak za czasów pierwszej rewolucji przemysłowej, gdy przemianom technicznym towarzyszyły przeobrażenia ekonomiczne i społeczne, w wyniku których zmniejszyły się dochody oraz liczebność drobnych rzemieślników i chłopów. Wtedy przeciwko wprowadzaniu maszyn zastępujących pracę ludzką występowały przeróżne cechy czy grupy społeczne. Nie zdawały sobie one jednak sprawy, podobnie jak niektórzy dzisiaj, że zastępowanie pracy ręcznej mechanizacją może chronić pracowników przed szeregiem zagrożeń np. zdrowotnych. Nie wiem, o jakie maszyny do pozyskania mogło chodzić: harwestery trzebieżowe czy może harwestery do pozyskania na zrębach? A może referentka miała na myśli ciągniki zrywkowe? Tylko nie wiadomo które: skiddery, forwardery, a może klembanki? A warto też zwrócić uwagę, że istnieje cały szereg różnego rodzaju klas samych tylko forwarderów.

Rzeczywista klasyfikacja
Podział ten, wg różnych autorów, przedstawia się następująco: ze względu na liczbę kół: czterokołowe, sześciokołowe, ośmiokołowe. Innym kryterium po-działu jest masa możliwego do zerwania ładunku. W tym podziale wyszczególniono trzy grupy forwarderów: małe (o masie zrywanego ładunku do 8 t), średnie (8–12 t) i duże(powyżej 12 t). Kolejny podział forwarderów wynika z prac, do jakich są one przeznaczone: trzebieżowe (o małej lub średniej ładowności); czterokołowe (o niewielkich wymiarach umożliwiających swobodne poruszanie się ciągnika w drzewostanach młodszych klasach wieku); zrębowe (o średniej lub dużej ładowności, dużych wymiarach, sześciu lub ośmiu kołach, przeznaczone głównie do prac na powierzchniach zrębowych); uniwersalne (o średniej lub dużej ładowności, sześciu lub ośmiu kołach, z możliwością zmiany rozstawu poprzecznego przestrzeni ładunkowej, przeznaczone do pracy na powierzchniach zrębowych). Z kolei inni autorzy wyróżniają klasy w oparciu o wagę brutto pojazdu: ciężki forwarder (o wadze całkowitej 25–33 t); średni forwarder (15–25 t) i lekki forwarder (10–15 t). Według innego podziału dzieli się je w zależności od wysięgu żurawia oraz masy zerwanego surowca. Wyróżnia się maszyny z żurawiami o wysięgu 7–10 m, które przewożą kłody w długości do 6 m oraz mogą pracować w terenie o pochyłościach 35–40%. W cięciach trzebieżowych wykorzystuje się forwardery o ładowności 8–10 t, zaś w cięciach rębnych o ładowności 12–18 ton. Z kolei Niemcy dzielą forwardery z uwagi na masę zrywanego surowca i wyróżniają trzy klasy: klasa I – do 10 t; klasa II – 10–14 t i klasa III – 14 t i więcej. A producent maszyn używanych w procesie pozyskania drewna, firma Timberjack, który dokonuje podziału maszyn opartego na średnicach ścinanych i zrywanych sztuk, wyróżnił cztery grupy forwarderów i harwesterów: grupa I – średnice 0,1– 0,2 m; grupa II – 0,2–0,4 m; grupa III – 0,4– 0,5 m i grupa IV – 0,5–0,6 m.

Klapki na oczach
Sprawa jest jeszcze bardziej zagmatwana, gdyż każda z wymienionych wyżej maszyn, niezależnie od zakwalifikowania do danej klasy, może zostać wyposażona w opony o różnych gabarytach. Ich średnica i szerokość mają główny wpływ na oddziaływanie na podłoże, a więc zmiany zachodzące w glebie, po której porusza się dany pojazd. Ten sam ciągnik z ładunkiem o tym samym ciężarze, w zależności od gabarytów opony, będzie mniej lub bardziej zagęszczał pod sobą glebę. A na jej degradację będzie miał jeszcze wpływ rodzaj gruntu, stan i zużycie opony oraz sposób jazdy maszyną.

Osobom, które próbują zabierać głos w tym temacie, znana jest z pewnością zależność rodzaju i sposobu zrywki od oddziaływania na glebę podczas operacji transportu drewna. Z przywoływanego referatu wynikało jednak coś zupełnie przeciwnego. A tymczasem na tej samej uczelni w Katedrze Techniki Leśnej od lat są prowadzone szeroko pojęte badania dotyczące wpływu różnego rodzaju pojazdów wykorzystywanych do prac w lasach na środowisko.

Szczególnym zainteresowaniem cieszą się badania związane z przejazdem ciągników podczas czynności pozyskaniowych. W odniesieniu do tego tematu powstało wiele prac magisterskich i jedna dysertacja doktorska. Ów doktorat dr. inż. Huberta Kawalca pt. „Oddziaływanie maszynowych technologii pozyskania i zrywki drewna na wybrane elementy środowiska leśnego” został, ze względu na wartość naukową i praktyczną, wydrukowany sumptem autora.

Wiedza na tacy
Warto wiedzieć, że wbrew pokutującym mitom to zrywka końmi jest najniebezpieczniejsza, najbardziej szkodliwa, powoduje największe szkody w lesie i wywołuje gorsze ugniatanie gleby niż zrywka mechaniczna. Przedmiotem dywagacji referatu były zagadnienia dotyczące „ciężkich maszyn”, więc zagęszczenie gleby można analizować, porównując stosun-kowo lekkie ciągniki rolnicze typu Ursus C-360 np. z ciągnikiem rolniczym Ursus 1634 i specjalnym ciągnikiem zrywkowym typu forwarder marki Valmet 840.3.

Wyniki badań poświęconych kompresji gleby podczas zrywki różnymi maszynami pozwalają na sformułowanie konkluzji o charakterze ogólnym. Co najistotniejsze, to fakt, że przejazd pojazdu kołowego powoduje poważny wzrost zwięzłości gleby na powierzchni, po której ten pojazd się poruszał, w stosunku do powierzchni kontrolnej. Znaczny wzrost zwięzłości gleby sprawia już pierwszy przejazd maszyny. Stosunkowo ciężkie urządzenia transporto-we, osadzone na oponach o dużej powierzchni lub rozłożone na większą liczbę kół, w zasadzie nie powodują tak znacznego ugniatania gleby. Przyrost jej zagęszczenia nie jest pro-porcjonalny do liczby przejazdów. Pierwsza przeprawa ciągnika, nawet bez ładunku, powoduje najwyższy przyrost zagęszczenia gleby. Powtarzalność przejazdów skutkuje wzrostem jej zagęszczenia.

Wyniki badań pokazały, że zwięzłość gleby pod kołami ciężkiego ciągnika Valmet 840.3 jest największa, ale należy zauważyć, że forwarder zrywał ładunek o masie 12 t (ok. 14 m3). Dla porównania Ursus C-360 zabiera masę 1,4 t (ok. 1,6 m3), czyli ciągnik rolniczy będzie musiał pokonać tę drogę 8,6 razy, by zerwać surowiec o tej samej objętości. Przy pięciu przejazdach Valmeta Ursus będzie musiał przejechać trasę 43 razy.

Jak wtedy będzie zagęszczona gleba?
W wyniku przejazdu ciągnika Ursus C-360 jej zagęszczenie jest znacznie większe niż ciągnika Ursus 1634 z przyczepą Jar 8, mimo że ciągnik ten zrywał ładunek ośmiokrotnie mniejszy. Całkowite zagęszczenie gleby w wyniku operacji zrywki drewna na całej powierzchni manipulacyjnej z wykorzystaniem ciągnika rolniczego Ursus C-360, nawet z urządzeniem AH-1, jest bardzo duże, gdyż mała powierzchnia przylegania opon do podłoża i konieczność wykonania większej liczby przejazdów, ze względu na niewielką masę zrywanego jednorazowo ładunku, powodują ogromne zmiany struktury gleby.

Widzenie wybiórcze
Kto z grupy osób tak przejętych zagęszczeniem gleby w wyniku wpuszczania do lasu „tych ciężkich maszyn” zwraca uwagę na drobiazg, jakim są straty w drzewostanie powstające w trakcie swobodnego przemieszczania się końca wleczonej dłużycy? To wszystko można podciągnąć pod ekologię, co zaś z aspektem ekonomicznym? O ile większe jest zużycie paliwa „lekkich ciągników”, które muszą ponad 40 razy pokonywać tą samą trasę co forwarder? Ile więcej spalin zostanie wyrzuconych do atmosfery przy wielokrotności przejazdów? Ile gumy wtarte w glebę, gdy lekki ciągnik będzie jeździł wielokrotnie po ładunek, który mógłby zostać zerwany podczas jednej operacji maszyny nasiembiernej? O zużyciu oleju i samego ciągnika nie warto już nawet wspominać. Co zaś z ergonomią? Jaki jest wydatek energetyczny robotnika dokonującego zrywki wleczonej z wykorzystaniem ciągnika rolniczego, a jaki gdy wszystkie czynności wykonuje operator ciągnika specjalnego, nie opuszczając przy tym bezpiecznej i komfortowej kabiny?

Coraz częściej spotykam się z przeróżnymi „badaniami naukowymi”, za które biorą się ludzie niemający o danym zagadnieniu zielonego pojęcia. A przecież Lasy mają pieniądze, więc może wygospodarują grosz na związane z tym zagadnieniem prace badawcze?

Roman Wojtkowiak

data modyfikacji: 2020-05-20 12:09:23
Las Polski - aktualny numer
Polecamy