NIK o usuwaniu drzew - Nie jest dobrze

12 września 2013 11:48 2013 Wersja do druku

Najwyższa Izba Kontroli zbadała, jak miasta gospodarują drewnem, które pozyskują przy okazji usuwania drzew na swoich terenach. Włodarzom miast zarzucono, że robią to niewłaściwie. Kontrolę przeprowadzono między styczniem 2010 r. a wrześniem 2012 r., w niektórych przypadkach objęto kontrolą także zdarzenia sprzed 2010 roku. Poddano jej 22 miasta (w tym 11 na prawach powiatu) i siedem starostw powiatowych.


Drewno z drzew usuwanych np. podczas realizacji inwestycji może być dla miast dodatkowym źródłem dochodu. Jest to majątek gminy i jego wartość powinna znajdować odzwierciedlenie w dochodach własnych. Tymczasem jest ono oddawane za bezcen lub przekazywane firmie zajmującej się wycinką, która czerpie z jego sprzedaży dodatkowy zysk – stwierdza NIK. Drewno traktowane bywa przez urzędników jak odpad (w 18 miastach) i oddawane jest na opał (tak robiły cztery skontrolowane miasta) lub przekazywane firmom dokonującym wycinki (co praktykowało 14 miast). Tylko osiem miast oddających drewno wykonawcom, nakazywało odliczenie jego wartości od kosztów wycinki, nie sprawdzając jednak, czy uwzględniono ten fakt w kosztorysie. NIK wykazała też bałagan w księgach rachunkowych czy braki w ewidencji drewna.

W sześciu przypadkach po zakończeniu kontroli NIK skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zarzuty dotyczą przypadku zaginięcia drewna i pięciu przypadków braku jego wyceny, a w efekcie narażenia budżetu miast na straty.

Tymczasem cztery spośród 22 skontrolowanych miast, które stosują zorganizowany  system sprzedaży drewna, zarobiły w ten sposób, w czasie objętym kontrolą, ponad 171 tys. zł. 12 miast nawet nie wycenia drewna, cztery  robiły to tylko w niektórych przypadkach.

NIK za jeden z kluczowych problemów uznała mniemanie urzędników, że koszt wyceny i urzędniczej procedury przekracza wartość drewna. Inspektorzy policzyli wartość drewna w 10 gminach, które w wybranych inwestycjach szacowały jego wartość. Oceniono ją na ponad 310 tys. zł (podczas kontroli przyjmowano, że ma ono parametry drewna opałowego S4). Wartość szacunkowa drewna, którego wszystkie kontrolowane gminy same nie wyceniły, to kolejne co najmniej 115 tys. zł. Trudno się dziwić, że Izba uznała to za marnotrawienie pieniędzy.

W procedurze udzielania zezwoleń na wycinkę ujawniono kilka przypadków, kiedy gminy były sędzią we własnej sprawie – np. prezydent miasta kierował wnioski o wycinkę do samego siebie.

Zwrócono też uwagę na kulawą sprawozdawczość, do jakiej zobowiązane są gminy – efektem są niepełne dane na temat miejskich wycinek przekazywane do GUS (gminy mają obowiązek informowania GUS o liczbie usuniętych drzew i krzewów). Nic dziwnego, że statystyki gromadzone w GUS są bezużyteczne.

Problemy stwarza urzędnikom interpretacja przepisów i wypełnianie wniosków o wycinkę (z przeanalizowanych 247 wniosków, wypełnionych błędnie było aż 38%). Procedury uzupełniania tych braków wydłużały procedury wydawania pozwoleń. Co więcej w czterech miastach NIK udowodnił, że urzędnicy nie znają prawa: wdrażali procedurę wydania zgody na wycinkę drzew w przypadku drzew zwolnionych z takiego obowiązku, bo np. zagrażające bezpieczeństwu ruchu kolejowego czy usuwane w związku z przebudową dróg publicznych. Ujawniono też przypadki usunięcia drzew bez zezwolenia, co naraziło miasta na kary – Zabrze może zapłacić nawet 0,5 mln zł.

W ustaleniu miąższości i cen drewna NIK była wspierana przez RDLP w Katowicach.


UZ