Prawo łowieckie - Nowela goni nowelę

24 lutego 2016 09:48 2016 Wersja do druku

Najprawdopodobniej wrzawa medialna i pospolite ruszenie organizacji antyłowieckich doprowadziły do wycofania projektu Prawa łowieckiego, opracowanego przez grupę posłów PiS, którego założenia prezentowaliśmy w LP nr 1/2016.

Przegraną parlamentarzystów zapowiedział twitt marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego (PiS), który nie pozostawiał wątpliwości co do przebiegu dalszej drogi legislacyjnej. Na kolejny ruch nie trzeba było długo czekać. 7 stycznia swój projekt przedstawili posłowie Kukiz’15, a 15 stycznia – ponownie PiS.

Oba projekty realizują w zasadzie wyłącznie postulaty środowisk rolniczych związane ze szkodami łowieckimi (w noweli Kukiz’15 zwiększono także uprawnienia lekarzy weterynarii dotyczące redukcji liczebności zwierzyny w razie pojawu chorób zakaźnych). Być może parlamentarzyści zdecydowali się na metodę małych kroków. Bez wątpienia bowiem zmiany ograniczające się tylko do rozwikłania konfliktu na styku rolnictwo-łowiectwo, jednego z bardziej drażliwych obszarów współczesnej gospodarki łowieckiej, uda się „przepchnąć” przy mniejszym oporze opinii publicznej. Wspólnym mianownikiem obu projektów jest utworzenie centralnego funduszu odszkodowawczego i przeniesienie odpowiedzialności za straty wyrządzane przez zwierzęta łowne na wojewodów. To na nich miałby spoczywać obowiązek oględzin i szacowania szkód, a także wypłaty odszkodowań.

W projekcie Kukiz’15 (Łowiecki Fundusz Rekompensacyjny) Skarb Państwa miałby partycypować w odszkodowaniach nawet w 50% (o poziomie dopłaty decyduje wojewoda w oparciu o ocenę prawidłowości prowadzenia gospodarki łowieckiej). Projekt ten sprawia wrażenie niedopracowanego i nie spotkał się z dobrym przyjęciem. W drugim rozwiązaniu (Państwowy Fundusz Odszkodowawczy, dalej PFO) procentowa wysokość wkładu publicznego w założeniu miałaby być w zasadzie podobna. Zaproponowano, aby wojewoda określał składkę do Funduszu jako iloczyn powierzchni obwodu łowieckiego oraz wskaźnika przeliczeniowego równowartości pieniężnej żyta (z uwzględnieniem wielkości szkód w danym obwodzie, nie więcej niż 0,1 q żyta za ha, co aktualnie daje 5,40 zł/ha). Wprowadzono także możliwość jej zwiększenia o poziom niezrealizowania planu pozyskania zwierzyny. Wojewoda dopłacałby do szkód ze środków budżetowych w razie przekroczenia zasobów PFO. Przy założeniu maksymalnej wartości wspomnianego wyżej wskaźnika (ok. 5,40 zł/ha) łatwo wyliczyć, że teoretycznie możliwy wpływ do kasy Funduszu przekroczyłby bagatela 130 mln zł. Realnie miałby jednak być ponad czterokrotnie mniejszy. W uzasadnieniu do projektu oszacowano bowiem, że nowe rozwiązanie będzie kosztowało Skarb Państwa 55mln zł rocznie – 30 mln zł dopłat do szkód (dla porównania w sezonie 2014/2015 odszkodowania pochłonęły łącznie nieco ponad 67 mln zł) i 25 mln zł na utrzymanie 380 dodatkowych etatów w urzędach wojewódzkich. Czytamy w nim także, że jest to kwota akceptowalna jako „bardzo ważny czynnik stabilizujący sytuację w relacjach pomiędzy kołami łowieckimi a poszkodowanymi w wyniku powstałych szkód łowieckich” i konieczny „ze względu na troskę o wielkie dziedzictwo całego narodu, jakim jest środowisko przyrodnicze naszego kraju”.

Oba projekty pomijają zasadniczy powód stojący za koniecznością wprowadzenia zmian w ustawie Prawo łowieckie, czyli narzucony wyrokiem TK obowiązek dostosowania zapisów tego aktu prawnego do standardów poszanowania prawa własności. Jak jednak pokazują ostatnie tygodnie, prace nad nowelą tego dokumentu są bardzo dynamiczne. Wszystko może się jeszcze zmienić.

ADep