Odstrzał żubrów - połsłowie pytają

22 lutego 2017 13:16 2017 Wersja do druku

Ostra medialna wrzawa wokół odstrzału redukcyjnego żubrów w Puszczy Boreckiej spowodowała, że temat trafił pod obrady sejmowej Komisji Ochrony Środowiska (25 stycznia), z udziałem dwóch wiceministrów środowiska.


Spotkanie rozpoczęło się optymistycznie. Żubrów w Polsce przybywa. Na koniec 2015r. mieliśmy ich 1565, a przyrost zrealizowany oscyluje wokół 5%. Nowe stado zasiedli w tym roku Puszczę Augustowską. Planowane jest uwolnienie żubrów także do Puszczy Rominckiej. Za wzrostem liczebności wcale nie idzie jednak wzmożenie odstrzału redukcyjnego. Wśród obiektywnych przesłanek uzasadniających to kontrowersyjne działanie wymienia się głównie przegęszczenie populacji (w planie ochrony każdej z nich zawarto docelowe pojemności) oraz potrzebę systematycznej kontroli stanu zdrowotnego żubrów.

Odstrzał, jak podkreślała prof.Wanda Olech-Piasecka, specjalistka od żubrów z SGGW, zawsze jest wykonywany dla dobra całej populacji, a decyzję o eliminacji konkretnych osobników podejmuje komisja. Choć preferowanym rozwiązaniem nadmiernej liczebności jest przesiedlenie, to o chętnych do przygarnięcia żubrów niełatwo. Pisaliśmy niedawno, że ofertę przyjęcia polskich żubrów złożoną przez ministra Szyszko przyjęła jedynie Bułgaria (sześć osobników). Prof. Olech informuje tymczasem, że w najbliższych czterech latach nawet 30 żubrów rocznie będzie opuszczać nasz kraj.

Komentując komercyjny charakter odstrzałów, szefowa PROP hipokryzją nazwała argument, że chodzi o zarabianie, w sytuacji kiedy budżet państwa nie wykłada żadnych środków na ochronę tego zagrożonego gatunku. Skoro zaś nadwyżka populacji tak czy inaczej musi zostać wyeliminowana, jej zdaniem głupstwem byłaby rezygnacja z możliwości zdobycia przy tej okazji środków na np. zimowe dokarmianie.

Michał Krzysiak, weterynarz odpowiedzialny za stado białowieskie, prezentował przede wszystkim przykre konsekwencje endemicznego dla populacji białowieskiej nekrotycznego zapalenia napletka byków. Z naszymi największymi krajowymi przeżuwaczami związane jest też ryzyko rozprzestrzenienia groźnych dla bydła chorób niebieskiego języka czy Schmallenberg. Ich skutki byłyby fatalne dla polskiej gospodarki, w szczególności dla hodowli bydła (choroby te stoją na równi z ASF czy grypą ptaków). Co ciekawe, przeciwciała obu są obecne w polskich populacjach żubrów. Musimy także pamiętać o groźnej również dla ludzi gruźlicy.

Jak argumentowała prof. Olech, zarządzanie populacjami odbywa się głównie przez obserwację żywych osobników. Jednak z uwagi na brak możliwości przyżyciowej diagnostyki wielu chorób zakaźnych trapiących żubry konieczny jest ich bierny monitoring. Ten wiąże się zaś z poborem materiału do badań od osobników martwych (padłych lub odstrzelonych).

ADP